Saturday, February 9, 2008

Pożyczki pod hipotekę rywalizują z drogimi kredytami

Polacy coraz częściej decydują się na pożyczki hipoteczne. Umożliwiają one uzyskanie pieniędzy z banku pod zastaw domu na przykład na zakup samochodu, czy też sprzętu RTV i AGD - informuje "The Wall Street Journal Polska" dodatek ekonomiczny do "Dziennika".
Choć banki nie są zainteresowane promowanie pożyczek hipotecznych ich udział w wartości kredytów udzielanych pod zastaw nieruchomości znacznie wzrósł w ubiegłym roku.

Zdaniem bankowców pożyczki hipoteczne są jednak bardziej ryzykowne niż kredyty na sfinansowanie nieruchomości. Są też dla banków bardziej pracochłonne niż kredyt gotówkowy, czy kredyty konsumpcyjne - podaje "The WSJ Polska".

Pożyczki hipoteczne są niewątpliwie atrakcyjne ze względu na oprocentowanie, które wynosi ok. 2,5 proc. więcej niż w przypadku kredytu hipotecznego. To w przypadku kredytu złotowego składa się na odsetki poniżej 9 procent (trzeba dodatkowo wziąć pod uwagę prowizję od uruchomienia pożyczki przeważnie sięgającą 1,5 - 2 proc). Tymczasem średnie odsetki kredytu w koncie czy za samochód wynoszą 14-15 proc. Jeszcze droższe są pożyczki gotówkowe, których koszt może wynosić średnio 16 - 17 proc.


źródło: Gazeta.pl

Banki testują ułatwienia w bankowości internetowej

Kilka polskich banków testuje ułatwienia transakcji internetowych, które zwiększają bezpieczeństwo, a jednocześnie pozwalają zrezygnować z mniej bezpiecznych haseł lub uwierzytelniania transakcji kodami przysyłanymi SMSem.
Poinformowała o tym podczas czwartkowej konferencji prasowej Nathalie Ha z francuskiej firmy Xiring.

Nowa technologia, stosowana już przez banki m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji, Portugalii czy Chorwacji, związana jest z możliwościami, które dają karty z mikroprocesorem.

Zdalne uwierzytelnianie przy pomocy mikroprocesora w przypadku kart MasterCard określane jest jako CAP - Chip Authentication Program, w przypadku Visa - DPA, czyli Dynamic Passcode Authentication.

W mikroprocesor wbudowana jest aplikacja, która pozwala uzyskiwać jednorazowe kody do potwierdzania transakcji. Kody generuje specjalny czytnik, do którego należy włożyć własną kartę z mikroprocesorem i wbić kod PIN. Czytnik, wielkości telefonu komórkowego, klient może dostać od banku. Jego koszt nie przekracza 10 euro - poinformował szef chorwackiej firmy Logos (grupa Asseco Polska) Drazen Pehar.

Pehar zwrócił uwagę, że rosnąca liczba klientów bankowości detalicznej i osób zainteresowanych zakupami w internecie przyciąga również przestępców.

Np. w Wielkiej Brytanii w pierwszej połowie 2004 r. doszło do 126 przypadków kradzieży tożsamości, czyli wyłudzenia danych i haseł od klientów bankowości internetowej. W pierwszej połowie 2006 r. takich przypadków było już 5 tys. 59 - poinformował Pehar.

Według badania Gartner Survey, w USA 30 proc. osób zapisuje hasła na kartce umieszczonej obok komputera, zaś 12 proc. za hasło wybiera słowo "hasło" (password).

Pehar zwrócił uwagę, że kody jednorazowe uzyskiwane SMSem przez klienta do potwierdzania transakcji, jakie stosuje część banków w Polsce, są jednocześnie kosztowne, a ich użycie karze klienta za aktywność. "Im większej liczby transakcji dokonujesz, tym więcej płacisz za SMSy" - podkreślił.

Nathalie Ha podkreśliła, że przy zakupach internetowych część klientów może rezygnować z ich przeprowadzenia, gdy dochodzi do konieczności podania danych klienta, takich jak numer karty i jej data ważności.

Z badania Forrester Research wynika, że w Europie 130 mln osób będzie korzystać z bankowości internetowej. To o 75 mln więcej niż w 2005 roku.

Związek Banków Polskich szacował, że w 2008 r. będzie w naszym kraju 13 mln kont z dostępem przez internet, a za dwa lata - 15 mln. Jeśli chodzi o aktywnych użytkowników, to ich liczba ma wynieść 7 mln w 2008 roku i 10 mln w 2010 roku.

Zainteresowanie polskich banków zachęcaniem klientów do używania bankowości internetowej jest bardzo wysokie, a konkurencja rośnie. O swoich nowych planach informował niedawno PKO BP, który przy promocji bankowości internetowej powraca do kupionej kilka lat temu i mało wykorzystywanej usługi Inteligo. Plany ogłaszał również ING Bank Śląski.

Na koniec III kwartału ub.r. polscy klienci mieli prawie 26 mln kart płatniczych, z czego ok. 1,9 mln stanowiły karty z mikroprocesorem. Dotychczas dwa banki przeszły na masowe wydawanie kart z chipem: BZ WBK i ING Bank Śląski.


źródło: Gazeta.pl

Sunday, August 26, 2007

Kręte ścieżki kredytowe

Kredyt samochodowy w Stanach Zjednoczonych powinien być oprocentowany zależnie od marki kupowanego samochodu - taki wniosek wysnuli autorzy artykułu poświęconego kredytom na zakup samochodu. Artykuł ukaże się w październiku br. w zbiorze "Household Credit Usage" w wydawnictwie Palgrave MacMillan.

Zbiór jest pokłosiem badań nad historią 7 tys. pożyczek udzielonych przez pewien bank pomiędzy 1998 a 2003 r. Wykazało ono między innymi, że nabywcy aut amerykańskich dużo częściej popadają w kłopoty finansowe. Na przykład nabywcy Saturna, dzieła GM, 22. razy częściej niż nabywcy aut Toyoty mają kłopoty ze spłaceniem pożyczki na samochód. Ogółem, pożyczki na samochody japońskie były zagrożone o 56% rzadziej niż pożyczki na samochody amerykańskie. Pożyczki na samochody europejskie były zagrożone o 50% rzadziej niż pożyczki na samochody amerykańskie.

Autorzy badania Sumit Agarwal, Brent W. Ambrose (ci dwaj ekonomiści reprezentujący Fed w Chicago oraz Uniwersytet Pensylwański, są zarazem redaktorami całej publikacji) i Souphala Chomsisengphet uważają na tej podstawie, że uzasadnione byłoby udzielanie pożyczek na samochody amerykańskie na większy procent, aby zabezpieczyć wyższe ryzyko niespłacenia pożyczki. Producenci samochodów oferujący własne systemy finansowania powinni natomiast podnieść ceny aut, żeby także uwzględnić owo ryzyko.

I jeszcze słowo o publikacji. Książka zawiera zbiór esejów poświęconych wykorzystaniu instrumentów finansowych przez amerykańskie gospodarstwa domowe, autorstwa uznanych badaczy problemu. Jest ona z pewnością szczególnie oczekiwana w kontekście ostatnich wydarzeń Stanów Zjednoczonych, gdzie załamanie na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych, wywołane pogorszeniem sytuacji pożyczkobiorców, zachwiało całym rynkiem, czego skutki odczuwalne są także na naszej giełdzie. Jak zauważają redaktorzy książki, o ile wykorzystanie instrumentów finansowych przez korporacje doczekało się wszechstronnego opisu, to stosowanie różnych możliwości finansowania konsumpcji i oszczędzania przez gospodarstwa domowe oraz uwarunkowania podejmowanych przez nie decyzji finansowych, nie doczekały się dotąd obszerniejszego omówienia.

Szymon Augustyniak

Źródło: CXO

Coraz więcej kredytów mieszkaniowych

Mimo wzrostu cen mieszkań i oprocentowania kredytów więcej osób osiąga zdolność kredytową wystarczającą do kupna mieszkania, niż ją traci.


Do takiego wniosku doszli analitycy Open Finance na podstawie danych banków o liczbie udzielonych kredytów mieszkaniowych. - W pierwszym półroczu zaciągnęło je ok. 10 proc. więcej osób niż w analogicznym okresie ubiegłego roku - twierdzą w Open Finance. - To zasługa doskonałej sytuacji na rynku pracy, coraz więcej osób znajduje legalne zatrudnienie, a do tego obserwujemy dynamiczny wzrost wynagrodzeń - wyjaśniają.

Analitycy potwierdzają to, o czym pisaliśmy już w maju, kiedy GUS poinformował o olbrzymim wzroście pozwoleń na budowę mieszkań w pierwszym kwartale - że nowe przedsięwzięcia deweloperskie najpewniej przyczynią się do stabilizacji cen mieszkań w największych aglomeracjach.

Jak podaje serwis Oferty.net, ceny praktycznie zatrzymały się we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie. Ba, ostateczna cena, za którą następuje sprzedaż, jest średnio o 8 proc. niższa od tej, jaka była podana przy wystawieniu oferty. Z kolei w Poznaniu mamy już do czynienia z korektą średniej ceny ofertowej, która tego lata spadła o 3,5 proc.

Dodajmy, że w ciągu sześciu miesięcy deweloperzy dostali pozwolenia na budowę przeszło 52 tys. mieszkań, co jest wynikiem o przeszło 71 proc. lepszym od ubiegłorocznego. Według Open Finance zwiększenie podaży nowych mieszkań może przełożyć się na spadek średnich cen. Zdaniem analityków nie musi to jednak oznaczać spadku cen mieszkań już istniejących, bo tańsze będą głównie nowe mieszkania na obrzeżach miast.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Friday, August 3, 2007

Kobiety płacą więcej za kredyt w banku

Kobiety w bankach nie mają łatwego życia. W większości banków oprocentowanie kredytów hipotecznych dla płci pięknej bywa wyższe nawet o pół punktu procentowego! Dyskryminacja? Niekoniecznie.


W tabelach bankowych próżno szukać zróżnicowania oprocentowania lokat, kredytów, opłat czy prowizji w zależności od tego, czy klient jest kobietą, czy mężczyzną. Nic dziwnego - byłoby to złamaniem konstytucji.

Bankowcy też podkreślają, że wszystkich klientów traktują tak samo: - Oprocentowanie, okres spłaty, prowizje oraz sposób liczenia zdolności kredytowej są takie same bez względu na płeć - mówi Agnieszka Nachyła z Banku Millennium. W niektórych bankach, zwłaszcza tych z amerykańskim rodowodem, są nawet specjalne komórki odpowiedzialne za śledzenie wszelkich regulacji bankowych i wychwytywanie tych "podejrzanych" o dyskryminację.

A jednak z danych zebranych przez sieć doradców finansowych A-Z Finanse wynika, że kobiety, starając się o kredyt hipoteczny, otrzymują statystycznie mniej atrakcyjne warunki, niż mężczyźni. - Prześledziliśmy warunki tysięcy udzielonych za naszym pośrednictwem kredytów hipotecznych w 14 bankach. Okazało się, że nasze klientki uzyskiwały od banków oprocentowanie od 0,2 proc. do 0,5 proc. wyższe, niż mężczyźni - mówi Artur Adamowicz z A-Z Finanse.

Co ciekawe, różnica ta jest większa w przypadku kredytów we frankach szwajcarskich - średnie oprocentowanie oferowane mężczyznom to 4,16 proc., zaś w przypadku kobiet - 4,57 proc. Płeć piękna jest za to mniej poszkodowana w przypadku kredytów w złotych. Średnie oprocentowanie dla mężczyzny to 5,05 proc., a dla kobiety - już 5,24 proc.

Żaden bank oficjalnie nie chciał nam podać swoich danych dotyczących oprocentowania kredytów zaciąganych przez mężczyzn i kobiety. - My też nie mamy takich danych, ale jest dość prawdopodobne, że spostrzeżenie o wyższym oprocentowaniu kredytów dla kobiet jest prawdziwe - mówi Aleksandra Łukasiewicz z sieci doradców finansowych Open Finance.

Pozornie niewielka różnica w oprocentowaniu w rzeczywistości znacznie podnosi koszty kredytu. Jeśli pożyczamy 300 tys. zł we frankach na 30 lat (przez ten czas nie zmienia się ani kurs franka, ani oprocentowanie), to łączna wartość odsetek dla kredytu z oprocentowaniem 4,16 proc. przekroczy 230 tys. zł, zaś przy oprocentowaniu 4,57 proc. to już o 27 tys. zł więcej.

Panie nie tylko pożyczają pieniądze drożej, ale i - statystycznie - biorą mniejsze kredyty. W A-Z Finanse średnia dla mężczyzn wynosi 210 tys. zł, a dla kobiet - tylko 168 tys. zł. W jakim stopniu ta różnica wypływa z gorszych warunków oferowanych przez banki kobietom, a w jakim z ich mniejszego apetytu na pieniądze?

W sieci doradców Expander domyślają się, że wpływ gorszych warunków oferowanych przez banki jest niemały. - U nas średnia wysokość kredytu hipotecznego zaciąganego samodzielnie przez kobiety wynosi 268 tys. zł. To mniej, niż wartość przeciętnej pożyczki, gdy kredytobiorcą jest mężczyzna - 301 tys. zł - lub para - 320 tys. zł - mówi Paweł Majtkowski z Expandera.

To nie przypadek. - Sprawdziliśmy, czy kobiety są bardziej ostrożne w zaciąganiu kredytów. Okazuje się jednak, że przeciętna klientka Expandera nie jest wcale ostrożniejsza niż przeciętny klient. Zaciągają kredyty ze zbliżoną relacją pożyczanej kwoty do wartości nieruchomości - analizuje Majtkowski. Wniosek? Jeśli kobiety biorą mniejsze kredyty, niż mężczyźni, to częściej nie z wyboru, lecz z konieczności (ze względu na gorsze warunki proponowane przez banki i tym samym mniejszą zdolność kredytową).

Finansiści twierdzą, że przyczyny, które powodują, że panie pożyczają pieniądze na gorszych warunkach, niż panowie, są oczywiste. - Kobiety generalnie mniej zarabiają. A im mniejszy kredyt, tym najczęściej wyższe oprocentowanie - mówi Maciej Kossowski, prezes firmy brokerskiej Wealth Solutions. - A może przy tym mniej się targują lub mają mniejsze oszczędności, więc generalnie biorą kredyty z niższym wkładem własnym? To również oznacza zwykle wyższe oprocentowanie - zastanawia się Kossowski.

- Wśród kobiet jest mniej menedżerów, przedstawicieli wolnych zawodów, którzy mogą liczyć w bankach na indywidualne, lepsze od standardowych, warunki kredytowania - dodaje Aleksandra Łukasiewicz z Open Finance.

Czy jest możliwe, że - niezależnie od różnicy w dochodach - systemy badające zdolność kredytową klienta inaczej "wyceniają" ryzyko kredytowania kobiety, niż mężczyzny? Na przykład ze względu na to, że kobiety są bardziej narażone na utratę pracy lub zmniejszenie zarobków z powodu macierzyństwa? - Nie, to byłoby nielogiczne. Istnieje mnóstwo parametrów lepiej opisujących ryzyko kredytu, niż to, czy kredytobiorca jest kobietą, czy mężczyzną - mówi nam anonimowo specjalista od oceny ryzyka kredytowego w jednym z dużych banków.

Inny z naszych rozmówców zna odwrotny przypadek, choć dotyczący kredytów dla firm. - W jednym z banków jeszcze niedawno korzystniejszą ocenę wiarygodności kredytowej otrzymywały plany biznesowe kobiet, ponieważ wyraźnie mniej zakładanych przez nie firm upada lub źle sobie radzi, niż w przypadku mężczyzn.

Dlaczego więc kobiety dostają po kieszeni przy kredytach hipotecznych? - Być może w systemach bankowych oceniających ryzyko kredytowe brakuje "społecznego" czynnika. Owszem, kobiety zarabiają mniej. Ale w Polsce to one dbają o domowe budżety i podejmują większość decyzji finansowych. W dodatku w zarządzaniu finansami kobiety zachowują dużo większą rozwagę i unikają ryzyka - mówi Artur Adamowicz.

A podobne czynniki biorą przecież pod uwagę firmy ubezpieczeniowe. Młodzi kierowcy, zwłaszcza mężczyźni, płacą najwyższe składki OC i AC właśnie ze względu na to, że są mniej rozważni i częściej podejmują ryzyko.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Friday, July 27, 2007

Eksperci: ostrożnie z kredytami przy wysokich stopach

Im więcej sygnałów o możliwym podniesieniu stóp procentowych, tym rozważniej trzeba wybierać kredyt mieszkaniowy. Drobne różnice w oprocentowaniu przekładają się na znaczne kwoty - wynika z opinii specjalistów.

Ich zdaniem, coraz bardziej prawdopodobne jest podwyższenie stóp procentowych już w sierpniu; podwyżka może wynieść 0,25 pkt proc. Obecnie główna stopa NBP wynosi 4,50 proc. Na lipcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie podwyższyła stóp procentowych, ale zwróciła uwagę na wysokie tempo wzrostu gospodarczego i wyższą presję inflacyjną.

"Ostatnie wypowiedzi członków RPP potwierdzają, że do najbliższej podwyżki może dojść już w sierpniu" - napisali w piątkowej analizie eksperci Citibanku Handlowego. Podkreślili, że w ostatnich wypowiedziach dla prasy nawet dotychczas "gołębi" członkowie RPP nie wykluczają podwyżki stóp.

Z lipcowego badania Instytutu Pentor wynika, że bankowcy prognozują, iż nie należy oczekiwać spadku zainteresowania kredytami mieszkaniowymi. Bankowcy oczekują natomiast wzrostu stóp procentowych do końca roku.

"Co oznacza większa presja inflacyjna? Należy pamiętać, że rynek już wycenia podniesienie stóp przez RPP - stawka rynkowa WIBOR 3- miesięczny (3m) obecnie wynosi 4,81 proc." - napisali w analizie eksperci eHipoteka.com.

"Jeśli dane, które ukażą się w sierpniu (m.in. dynamika PKB w II kwartale) będą nadal mówiły o silnym wzroście naszej gospodarki, to stopa WIBOR 3m (określa ona oczekiwania rynku, co do decyzji ze strony RPP w kontekście zmian stóp procentowych) może skoczyć do 5 proc. Oznacza to wzrost raty kredytowej o 25 zł miesięcznie (licząc dla kredytu w wysokości 200 tys. zł ze spłatą w ciągu 30 lat). Daje to aż 9 tys. zł więcej odsetek zapłaconych dla banku w całym okresie kredytowania" - uważają specjaliści z eHipoteka.com.

"Jest wielce prawdopodobne, że stopa referencyjna NBP może więc wzrosnąć nawet do 5 proc. To oznaczać może, że z dużym prawdopodobieństwem stopa rynkowa WIBOR skoczy ponad 5 proc. (stawka WIBOR 1-roczny już przekroczyła ten poziom), co będzie oznaczać wzrost rat o kolejne kilkanaście złotych miesięcznie" - czytamy w opinii eHipoteka.com.

Eksperci z firmy doradczej AZ Finanse zwracają uwagę na rozbieżność między reklamami banków, informującymi o niskim oprocentowaniu a rzeczywistymi kosztami kredytu. O ile np. banki podają, że oprocentowanie kredytów we frankach szwajcarskich (CHF) wynosi poniżej 3,5 proc., to z analiz AZ Finanse wynika, że "w rzeczywistości z takiej oferty może skorzystać zaledwie jeden na dziesięciu klientów. Dodatkowo okazuje się, że kobiety muszą płacić wyższe odsetki od mężczyzn, mimo że dostają niższe kredyty" - zauważają analitycy AZ Finanse.

"Okazuje się, że aż 72 proc. klientów AZ Finanse otrzymało kredyt we frankach szwajcarskich oprocentowany w przedziale 3,5-5 proc. Co więcej, 15 klientów na 100 spłaca pożyczkę oprocentowaną powyżej 5 proc. Dlaczego zatem banki reklamują swoje kredyty mówiąc o odsetkach poniżej 3,5 proc. w skali roku? Takie warunki są możliwe do uzyskania, ale zaledwie dla 13 proc. klientów spełniających specjalne wymagania banków. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku kredytów złotówkowych. 60 proc. klientów musi się liczyć z realnym oprocentowaniem kredytu powyżej 5,5 proc." - wyjaśniają specjaliści.

Analitycy zwracają uwagę, że osoby z gorszą historią kredytową uzyskują kredyt w CHF, którego koszt przekracza nawet 10 proc. (oprocentowanie wynosi powyżej 10 proc.).

Prezes AZ Finanse Mariusz Kacała podkreślił, że historię kredytową warto budować jeszcze przed zaciągnięciem kredytu mieszkaniowego, np. biorąc niewielką pożyczkę, którą spłaca się terminowo. Dla klienta coraz istotniejsze jest też dobre przygotowanie wniosku kredytowego z uwzględnieniem wszystkich dochodów.

Doradcy finansowi zwracają też uwagę na różnice w oprocentowaniu kredytów dla kobiet i mężczyzn.

"W przypadku pożyczek w CHF średnie oprocentowanie wyniosło 4,57 proc. w przypadku kobiet i 4,16 proc. w przypadku mężczyzn. Średnia wartość kredytu udzielonego kobietom to ok. 170 tys. zł, a mężczyznom ś 210 tys. zł. Pozornie niewielka różnica w oprocentowaniu w rzeczywistości znacznie podnosi koszty kredytu" - podkreślają analitycy.

Jak wyjaśnili na przykładzie, jeśli pożyczymy 300 tys. zł na 30 lat to łączny koszt kredytu z oprocentowaniem 3 proc. wynosi 455 tys. zł, czyli 155 tys. zł stanowią odsetki. Wzrost oprocentowania o zaledwie jeden pkt. proc. (do 4 proc.) podwyższa koszt tego kredytu aż o 60 tys. zł.


źródło: gazeta.pl

Wednesday, May 16, 2007

Banki zarabiają na polskich imigrantach

Brytyjskie banki zainteresowały się rosnącą grupą polskich imigrantów i zaczęły kierować do nich swoją ofertę. Teraz za polskim klientem na Wyspy Brytyjskie rusza bank PKO BP.


Największe angielskie banki szybko zaczęły kusić Polaków w Wielkiej Brytanii kontem osobistym z tanimi przelewami za granicę i polskim doradcą. Takie konta oferują największe banki brytyjskie, jak HSBC, Lloyds TSB, NatWest, Barclay's, i irlandzkie - Allied Irish Bank, Ulster Bank i Bank of Ireland.

W HSBC oraz Lloyds TSB polscy imigranci są największą grupą zagranicznych klientów. Tylko w Lloyds TSB rachunek otworzyło w zeszłym roku 100 tys. Polaków.

- Boom na Polaków jest dlatego, że my nie wydajemy wszystkiego tak jak Anglicy i nie żyjemy tylko z kart kredytowych, ale sporo oszczędzamy - tłumaczy Katarzyna Kopacz, redaktor naczelna "Gońca Polskiego".

Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii wciąż jednak narzekają na utrudnienia przy obsłudze kont w angielskich bankach. - W HSBC mam konto od ponad 2,5 roku, a zatem sporo oszczędności. Przez prawie pół roku bank nie chciał zamienić mojego basic account (rachunek bieżący) na savings account (oszczędnościowy). W tym czasie doradcy banku oferowali mi wzięcie korzystnych kredytów, m.in. na zakup domu - mówi Kopacz. - HSBC otworzył mi savings account wraz z kartą debetową, dopiero gdy przyszłam i zażądałam transferu całej gotówki do Barclay's.

- Większość naszych czytelników ma problemy z uzyskaniem czegoś więcej niż tylko karty do bankomatu, którą nie można płacić np. w sklepie - opowiada Kopacz. Przełomem może być nowa oferta Lloyds TSB, który jako pierwszy do kont dla cudzoziemców wprowadził karty kredytowe MasterCard. Ubiegający się o kartę muszą spełnić jeden z dwóch warunków - zarabiać rocznie min. 10 tys. funtów lub mieć miesięczne wpływy rzędu 500 funtów i przebywać w Anglii przynajmniej od trzech miesięcy.

Banki w Anglii i Irlandii nadal nie poszerzyły oferty dla Polaków o kredyty hipoteczne. - Wciąż niewielu imigrantów spełnia irlandzkie kryteria kredytowe, jak okres pięcioletniej rezydencji, wysokie dochody i minimum dwuletni okres pracy na etacie u jednego pracodawcy - wylicza Anna Pas z "Polskiego Expressu" w Irlandii.

Niedługo może się to zmienić, bo wkrótce do walki o polskiego klienta na Wyspach stanie PKO BP. Największy polski bank chce bezpośrednio dotrzeć ze swoją ofertą do Polaków pracujących w Anglii i Irlandii. Swój pierwszy oddział PKO BP zamierza otworzyć w Londynie na przełomie sierpnia i września, potem ma jeszcze powstać kilka następnych placówek dla Polaków na Wyspach. Na początku bank chce zaoferować Polakom kredyty hipoteczne. Potem PKO BP ruszy z innymi produktami finansowymi dla Polaków, jak konta osobiste i przelewy zagraniczne. - Jeśli ten model sprawdzi się w Anglii, to jeszcze w tym roku wejdziemy do Irlandii - zapowiada Marek Głuchowski, przewodniczący rady nadzorczej PKO BP.

Źródło: Gazeta Wyborcza